Za twórcę rasy uważa się profesora geologii Alberta Heim’a. Miał on swego czasu wyrazić się o stworzonym przez siebie zwierzęciu w następujących słowach:
“Wydaje mi się, że berneński pies pasterski dzięki proporcjonalnej budowie ciała oraz swojemu wspaniałemu umaszczeniu i rysunkowi znaczeń jest chyba najpiękniejszym z istniejących psów. Inne rasy są interesujące i piękne poprzez swoje osobliwe cechy. Berneńczyk wydaje mi się piękny poprzez swoją normalność. Żadna inna rasa nie jest moim zdaniem tak bliska i wierna pierwowzorowi psa domowego.”
Historia rasy ginie w pomroce dziejów ludzkości. Mówi się, że może Rzymianie, może dogi tybetańskie, a może jest jeszcze inny początek. Tego tak naprawdę nie dowiemy się nigdy.
W pierwszych opisach jest mowa o mocno zbudowanych zwierzętach o sporej głowie i najczęściej czarnym umaszczeniu. Barwa szaty związana była z miejscowymi przesądami – wierzono, że czarny kolor odpędza złe duchy, dlatego większość trzymanych przez wieśniaków psów miała taką sierść. Bliskość Alp i zimny klimat sprawiały, że preferowano czworonogi o długim, gęstym włosie.
Powszechnie powtarzana historyjka głosi, że pod koniec XIX w. trójkolorowe psy dość licznie występowały w okolicach Durrbach. Jak podaje Wikipedia wioski która została opuszczona w XV wieku) sic! Właściciel miejscowej gospody trzymał je do pilnowania obejścia. Goście urzeczeni urodą i inteligencją tych czworonogów chętnie kupowali od niego szczenięta. Popularność tego miejsca sprawiała, że początkowo przedstawicieli tej rasy nazywano durrbachlerami. Wcześniej używano takich określeń jak gelbbachler (o żółtych policzkach) czy vieraugler – czterooki (z powodu plamek nad oczami). Ładna legenda prawda?
Brak jednolitej polityki hodowlanej i rosnące zainteresowanie bernardynem sprawiły, że berneńczyk prawie wyginął. Na przełomie XIX i XX w. kilku hodowców – m.in. prof. Albert Heim, Max Sieber, Fritz Probst i Franz Schertenleib – rozpoczęło planową hodowlę ras szwajcarskich, w tym berneńskich psów pasterskich. W tym też prawdopodobnie okresie wyodrębniło się jeszcze kilka innych odmian szwajcarskich psów pasterskich, które różniły się budową ciała, ale posiadały podobne umaszczenie zwane dziś “tricolor”. W efekcie tego mamy teraz oprócz Berneńczyka jeszcze trzy inne rasy w Grupie Szwajcarskich Psów Pasterskich: Appenzeller, Entlebucher i Duży Szwajcarski Pies Pasterski. Umaszczenie “tricolor” to wspólna cecha tych czterech ras, jednak długość włosa, wielkość i budowa są w każdej z nich inne.
W 1902 r. po raz pierwszy pokazano berneńczyki na wystawie, a pięć lat później powołano Szwajcarski Klub Durrbachlera, którego przewodniczącym został Fritz Probst, a prof. Albert Heim opracował pierwszy wzorzec. W 1913 r. nazwę durrbachler zmieniono na berner sennenhund (berneński pies pasterski). Berner Sennenhund dosłownie znaczy: „pies z berneńskich górskich łąk”. Pod tą nazwą na wystawie w Lucernie w 1907 r. wystawiono ponad 100 psów. Od tego momentu liczebność rasy zaczęła gwałtownie wzrastać a Berneńczyk stawał się psem coraz bardziej docenianym. Służył ludziom pilnując zagrody, pomagał przy pędzeniu bydła, ciągnął wózki mlekiem i towarami zastępując biedocie konie. Najczęściej jednak towarzyszył pasterzom, którzy miesiącami zostawali w górach razem ze swoją trzodą i psem. W takich warunkach człowiek i zwierzę zdani byli tylko na siebie. To wyjaśnia ścisłą więź między Berneńczykiem a jego panem, która przetrwała w genach tego psa do dziś.
Bardzo często osoby nieznające istoty rasy argumentują, że berneńczyk to pies podwórzowy, uwielbiający żyć na dworze, poza swoją rodziną, bo przecież tak było na początku, jeszcze w Szwajcarii, w kolebce rasy. Otóż sami Szwajcarzy zaprzeczają temu poglądowi.
Oto tekst opublikowany na stronie szwajcarskiego klubu rasy, napisanego przez Bernadette Syfrig, działaczkę Klubu (tłumaczenie Hubert Jarzębski – dziękujemy!).
Oto, jaki według twórców rasy jest berneńczyk!
“Berneński Pies Pasterski szczeka głośniej, cieszy się mocniej, opłakuje bardziej głęboko, dąsa się bardziej gwałtownie i bardziej energicznie wyraża sprzeciw. Dla niego nie wystarczy palec. On potrzebuje całej ręki. Nie, obu rąk, całego człowieka.(Prof. Dr Bernd Günter). Pod solidną powierzchownością kryje się wrażliwe i czułe usposobienie, które czyni z niego wyjątkowego partnera w dzisiejszym, wysokorozwiniętym świecie. Mało która rasa jest w takim stopniu przywiązana do człowieka. Bliskość, czułość i kontakt z człowiekiem są dla Berneńczyków niezmiernie ważne, a owo przywiązanie jest przez nie okazywane! Wytrawna wstrzemięźliwość w kontaktach z ludźmi nie jest im znana. Pies wyraża swoje uczucia
w sposób żywy i często niepohamowany ale zawsze posłuszny. Czuje się najlepiej pośród znanych sobie ludzi, od których wymaga nie tylko przychylności, ale także sensownej organizacji czasu oraz czułego aczkolwiek konsekwentnego prowadzenia. Uwaga i miłość ludzi znaczą dla tych psów wszystko. Tak mocno zarysowany stosunek do ludzi nie jest znakiem naszych czasów ani nie wywodzi się z nowoczesnych metod hodowli czy też nie ma wiele wspólnego z przyzwyczajeniem bądź oswojeniem. Ten charakterystyczny wymiar relacji jest przypisywany Berneńczykom od dawna. Żyją one w bliskich relacjach z ludźmi od ponad stu lat. Na obrazach Ludwiga Vogela (1788-1879) zaobserwować można przedstawicieli rasy nie tylko podczas codziennych czynności na podwórzu lecz również np. przy rodzinnym stole pewnej rodziny z Oberhasli. (Prof. Albert Heim). W opowiadaniu “Zeitgeist und Bernergeist” znajdujemy akapit, w którym Hans dzwoniąc do drzwi wejściowych usłyszany zostaje jedynie przez psa śpiącego pod piecem, który natychmiast zaczął głośno szczekać. Domownicy, początkowo myśleli, że to reakcja na zły sen i dopiero otwierające się drzwi zdradziły powód takiego zachowania czworonoga. Również ze starej dokumentacji jasno wynika, że prekursorzy rasy żyli razem z ludźmi. Potwierdza to także Ursula Flückiger, sędzina KBS, która wspomina: “moja matka żyła jako dziecko żyła w ementalskim gospodarstwie rolnym w okolicach 1920 r. Opowiadała zawsze o nadzwyczaj pięknej suczce z dzieciństwa. Belline była, jak na tamte czasy, drogą suczką Berneńskiego Psa Pasterskiego o długiej sierści. Była zawsze przy rodzinie, zarówno w izbie, jak w kuchni. W tamtych czasach nie było ogrzewanych toalet
w domach, a jedynie wychodek na tyłach domostwa. Zwłaszcza zimą, dzieciom doskwierały zimne stopy, gdy musiały wyjść na zewnątrz jedynie w drewnianych chodakach. Dlatego też, zawsze towarzyszyła im Belline, która kładła się obok wychodka, a dzieci ogrzewały stopy w jej gęstym futrze.” Psy gospodarskie żyły od dawna w większości na zewnątrz, ponieważ również życie ludzkie toczyło się w dużej mierze na podwórzach. Były obecne również przy pracach na polu. W przypadku gorszej pogody, śniegu czy wichury miały jednak dostęp do domu, przede wszystkim do dużej kuchni. Kiedy pies jest odizolowywany, ma to zupełnie inny charakter, gdyż życie rodzinne nie odbywa się już na zewnątrz jak niegdyś. Miejsce Berneńczyka jest natomiast tam, gdzie rozgrywa się życie domu!
Regula Bürgi, sędzina KBS, której dziadek hodował Berneńskie Psy Pasterskie, dorastał z tymi psami od małego i na podstawie starych opowieści wspomina: “Berneński Pies Pasterski cieszył się dużą wartością już za czasów II Wojny Światowej. Wtedy szczeniaki bywały sprzedawane do Węgier za 350 Fr. co wówczas uchodziło za dużą kwotę. Wydaje się zrozumiałe, że w tamtych czasach owe psy nie były trzymane w oborach lecz z powodu swych cech wykorzystywane były do przepędzania tamtejszego motłochu. Ich wielkość, tajemnicze pojawienie się i wytrwałość wywierały duże wrażenie na społeczeństwie zarówno w kraju jak i zagranicą”.
Obojętnie co by na temat berneńskich psów pasterskich nie napisać i nie powiedzieć przyznać trzeba jedno: potrafią uzależnić od siebie każdego kto z nimi ma do czynienia przez dłuższy czas. Wszystkich nowych miłośników rasy witamy serdecznie w gronie ludzi pozytywnie bernolniętych.
Podczas tworzenia powyższego opracowanka korzystaliśmy ze znalezisk internetowych
A. J. Musiał

